Ciąg dalszy zabawy (pracy :P) w home.pl
Minęły już ponad trzy miesiące odkąd pracuje w home.pl . Została mi przedłużona umowa (z czego bardzo się cieszę). Jak wrażenia po tym okresie? Przede wszystkim czuję że się rozwijam, pomagam ludziom a z wszystkie błędy (a jest ich sporo) staram się nie brać bezpośrednio do siebie, a raczej wyciągać z nich wnioski. Po tym (na razie raczej krótkim okresie) z czystym sumieniem mogę stwierdzić że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Mam wsparcie ze strony współpracowników, ale przede wszystkim to co robię sprawia mi przyjemność. I tak naprawdę to się liczy, zawsze chciałem wykonywać pracę która będzie sprawiać mi przyjemność, radość z tego co robię i korzyść nie tylko bezpośrednio dla mnie, ale również dla klientów.
Dodatkowo szczęśliwym trafem wygrałem w firmowym konkursie, bardzo fajną torbę, generalnie przeznaczoną na laptopa, jednak póki co przechowuje w niej co najważniejsze notatki i śniadanko. Jest bardzo fajna, szczególnie materiał z którego jest wykonana wskazuje że posłuży mi długi, długi czas.
Na dodatek 10 czerwca wybieram się na firmową imprezę integracyjną (podziękowania dla Ani z HR, za wspaniałe pomysły). Nie ukrywam że liczę na dobrą zabawę, pełną integrację (również na nowe znajomości, bo muszę szczerzę przyznać że nie wszystkich znam
) i na…home’ową koszulkę
.
To dobry wybór, wiem że muszę jeszcze dużo (szczególnie nad sobą) pracować, jednak kto powiedział że będzie łatwo. I o to w tym wszystkim chodzi
.
„Coaching” – czasopismo ludzi „Focusa”
Nie zdążyłem jeszcze przeczytać „NLP – wprowadzenie do programowania neurolingwistycznego”, a w łapki zdążył mi wpaść nowy numer „Coaching-u”. Fajne pisemko, głównie o rozwoju osobistym, motywacji, kreatywności (głównie w miejscach pracy),a także jak walczyć ze stresem, złością i zawiścią. Do poczytania w wolnych chwilach a i czegoś ciekawego można się dowiedzieć.
Polecam
PS. Praktycznie przeczytałem całe (hmm… dobrze że chociaż jedna rzecz którą udało mi się do końca przeczytać, Pratchett czeka już od miesiąca:])
NLP – czyli jak zmienić siebie samego… na lepsze
Ostatnio w łapki w Empiku wpadła mi książeczka „NLP Wprowadzenie do programowania neurolingwistycznego” panów Josepha O’Connora i Johna Seymoura. Co prawda dopiero jestem na początku (strona 64) jednak póki co bardzo mi się podoba. Panowie w sposób jasny i ciekawy rozkładają (przynajmniej do miejsca w którym jestem) komunikacje i relacje między ludźmi (jak zachowywać się w rozmowie z drugim człowiekiem, jak rozpoznać o czym myśli…) , jak poprawnie stawiać sobie cele (aby je osiągnąć) oraz jak postrzegać świat wszystkimi zmysłami (wzrok, słuch, czucie). Początek bardzo fajny, a i temat (co tam temat… cała dziedzina) ciekawy. Myślę że to dobry początek i dobra ścieżka własnego rozwoju osobistego. Obym tylko się nie zniechęcił z czasem :].
A czasu brak…
Na brak zajęcia ostatnimi czasy nie narzekam. Praca + studia = 7 dni w tygodniu ciągłej gotowości. Odbija się to niestety na znajomych dla których zwyczajnie brakuje czasu :/. Mam tylko nadzieję że to tylko chwilowa niedostępność i z czasem wszystko wróci do normy :].
PS. I standardowo jeden wpis na miesiąc… nie ma to jak rutyna
Pierwsze dwa tygodnie w home.pl
Nie było mi dane jeszcze pochwalić się iż znalazłem pracę i jak dla mnie nie byle jaką pracę… w home.pl. Ok można się czepiać, nie jest to stanowisko administratora (a na nie również składałem cv), a praca jako Konsultant w Dziale Obsługi Klienta jednak ostatnio zauważyłem że przebywanie z ludźmi naprawdę sprawia przyjemność. Praca konsultanta wymaga wiele zaangażowania i poniekąd poświęcenia, wszakże konsultant stanowi wizytówkę firmy i to od niego zależy jak będzie postrzegana na rynku.Ma służyć za przewodnika, doradcę i specjalistę. Za mną pierwsze dwa tygodnie, trudne, bo wdrożeniowe. Pokrótce poznaję działanie i strukturę firmy. Co mnie zaskakuję (i nie tylko mnie) to atmosfera, tu nie ma relacji pan-pani czy dzień dobry-do widzenia. Jest cześć co słychać, albo do zobaczenia, do jutra. Niezwykła życzliwość i podejście pracowników do „nowych” (a szeregi firmy zasiliło włącznie ze mną cztery nowe osobistości), system szkoleń z indywidualnym podejściem (i bardzo praktycznym) trenerów (naprawdę wspaniali ludzie, którzy potrafią i chcą dzielić się wiedzą z innymi). Dzięki takim kursom nie tylko mogę się wiele nauczyć, ale również poznaję samego siebie, co muszę poprawić i nad czym popracować. Stawiam na własny rozwój i poznanie własnych słabości jest naprawdę ważne na tym etapie. Nie wiem jak będzie wyglądała praca już na konkretnym stanowisku (i na żywych organizmach – klientach), żywię jednak nadzieję że uda mi się najpierw przetrwać, a później dzięki owocnej współpracy osiągać konkretne cele i czerpać z tego wielką satysfakcję.
Pozdrowionka.
Sprawy trudne i nietrudne ??? Czasem niestety trzeba na litość.
Czasem jest tak, że na pozór proste do rozwiązania sprawy stają się przez naszą nieuwagę sprawami nie ukrywajmy… skomplikowanymi. Dzisiaj miałem życiowy test, w którym za wszelką cenę musiałem zdać. Nie będę opisywał jak to wszystko się zaczęło, napiszę tylko że wszystko szczęśliwie się skończyło ( i mam nadzieję że ta sprawa nie powróci jak bumerang). Spokojna rozmowa, dokładne opisanie sytuacji, fachowa pomoc i wszystko w dosłownie dwie godziny się rozwiązało. I tak odzyskałem wiarę w Polską administrację. Bardzo pomocna pani w Starostwie Powiatowym, niezwykle miła pani w Towarzystwie Ubezpieczeniowym (która bardzo, ale to bardzo poszła na rękę) i jest sukces.
P.S_1: Oczywiście to również zasługa całej rodziny, żeby nie było
.
P.S_2: Życie jednak nie jest jednak takie proste:), ale grunt to szukać i prosić o pomoc, na pewno ktoś się znajdzie kto pokieruje:)
„Trzy wiedźmy”, czyli Hamlet według Prattchetta
Terry Pratchett jak zawsze mnie zaskakuje. Każda następna książka którą wezmę w swoje łapki jest coraz lepsza (według mnie oczywiście:)).Po średnim „Kolorze Magii” (swoją drogą dziwne że dostała kiedyś u mnie taką wysoką ocenę), bardzo dobrym „Morcie” i genialnym „Kosiarzu” przyszedł czas na „Trzy wiedźmy”. Skromnie napiszę że to jak dla mnie najlepsza część ze Świata Dysku. W książce znajdziemy odniesienia do Szekspira (głównie „Hamleta”, „Makbeta” czy „Snu nocy letniej”) okraszone Prattchett’owskim (chyba tak to się piszę???) humorem. Jak ktoś lubi Szekspira to i polubi wersję Prattchetta.
I to tyle, dzisiaj mi się nie chcę:P. Mamy święta więc proponuję poczytać, bo jak zawsze warto:).
P.S_1: Wesołych.
P.S_2: Świąt
Staż i…po stażu
Po siedmiu miesiącach na obecną chwilę zakończyła się moja przygoda z ARiMR w Pyrzycach. Myślę że czas tam spędzony nie był zmarnowany, poznałem wielu nowych, wspaniałych ludzi, nabrałem doświadczenia a przede wszystkim nauczyłem się rozmawiać z ludźmi. To na pewno w przyszłości zaprocentuje (tym bardziej że mam nadzieję pracować między ludźmi).Pożegnanie trochę bolało bo, bądź co bądź opuszcza się ludzi z którymi przez te miesiące bardzo się zżyło…
Póki co zostałem znowu osobą bezrobotną, ale…zajęcie zawsze się znajdzie:].
Planuję zaoferować swoją pomoc w szkole i tam przezimować jakiś czas, a później…później się zobaczy
.
„Kosiarz” mnie skosił. Pratchett powalił na kolana…
Po ponad roku przerwy wróciłem do Świata Dysku Terry’ego Pratchetta. Wybór padł na „Kosiarza”. Dlaczego tak a nie wcześniejsze np. Blask fantastyczny??? Przede wszystkim Śmierć !!! Dla mnie ( i dla wielu innych fanów „Dysku”) Śmierć to najśmieszniejsza (hehe ot taki paradoks) i najoryginalniesza postać jaką Pratchett kiedykolwiek wymyślił. Tak też jest w „Kosiarzu”. Śmierć został krótko mówiąc wyrzucony z pracy, co więcej jego czas się kończy, tzn. umiera… W Ankh-Morpork dzieją się dziwne rzeczy, wszędzie poniewiera się siła życiowa i dziwne wózki, która nie ma gdzie się „ulotnić”. Gdy magicy z Niewidocznego Uniwersytetu w tym jeden umarły, tzn. znaczy umarły ale jednak żyjący, METAFORYCZNIE -Wingle Poons próbują to wszystko opanować, Śmierć aka Bill Brama jest w trakcie żniw na farmie u pani Flitworth…i jego czas się ciągle kończy :]. Tak to w skrócie wygląda i jest przezabawne
. Krótko: Nie zawiodłem się. Po raz kolejny Pratchett w krzywym zwierciadle ukazuję głębsze spojrzenie na nasz świat i chwała mu za to.
Ocena: 10,5/10
PS. Bill Brama to z angielskiego będzie Bill Gate, hmm coś mi to mówi.
„Blade Runner” czyli android nie tylko na smartphone’ach
Będąc w ubiegłym tygodniu na drugiej już rozmowie kwalifikacyjnej postanowiłem wstąpić do Książnicy Pomorskiej. Od razu skierowałem się do działu z Fantastyką. Tym razem cel był jasno określony. W końcu przeczytam „Blade Runnera”, już w bibliotece przeczytałem kilka stron i początek zapowiadał się obiecująco. W domku od razu wziąłem się za czytanie. Całą książkę wchłonąłem w jeden dzień. Wrażenia??? Cóż spodziewałem się więcej…doprawdy nie wiem dlaczego wielu uważa tę książkę za najlepszą P.K.Dick’a, osobiście uważam że „Ubik” bym zdecydowanie lepszy. Brakowało mi tego elementu zaskoczenia i jednocześnie niepewności. W „Ubiku” już na samym początku nie było wiadomo o co chodzi i dopiero na końcu się wszystko wyjaśniło. A w „Blade Runnerze” ??? W ogóle nie czułem atmosfery.Co z tego że świat postapokaliptyczny(a ten w moim odczuciu jest bardzo klimatyczny). Androidy??? Co z tego że mają wolę przetrwania, model Nexus-6 niby idealny i nie do wykrycia okazuje się tylko kolejną marną kopią poprzedników.Jednak nie jest też tak strasznie, były momenty zaskoczenia i to w sumie tyle
. Cóż nie przedłużam, może nie zrozumiałem, może nie wczytałem się. Przyznam że podszedłem do lektury na luzie i nie wczytywałem się między wierszami. Ale, jest zawsze ale, to Dick, a jego trzeba uważać za geniusza:].
Ocena:7/10
PS. Androidy, Nexus-6, czyżby aż tak Google czerpał z Dicka :].