“Kosiarz” mnie skosił. Pratchett powalił na kolana…
Po ponad roku przerwy wróciłem do Świata Dysku Terry’ego Pratchetta. Wybór padł na “Kosiarza”. Dlaczego tak a nie wcześniejsze np. Blask fantastyczny??? Przede wszystkim Śmierć !!! Dla mnie ( i dla wielu innych fanów “Dysku”) Śmierć to najśmieszniejsza (hehe ot taki paradoks) i najoryginalniesza postać jaką Pratchett kiedykolwiek wymyślił. Tak też jest w “Kosiarzu”. Śmierć został krótko mówiąc wyrzucony z pracy, co więcej jego czas się kończy, tzn. umiera… W Ankh-Morpork dzieją się dziwne rzeczy, wszędzie poniewiera się siła życiowa i dziwne wózki, która nie ma gdzie się “ulotnić”. Gdy magicy z Niewidocznego Uniwersytetu w tym jeden umarły, tzn. znaczy umarły ale jednak żyjący, METAFORYCZNIE -Wingle Poons próbują to wszystko opanować, Śmierć aka Bill Brama jest w trakcie żniw na farmie u pani Flitworth…i jego czas się ciągle kończy :]. Tak to w skrócie wygląda i jest przezabawne
. Krótko: Nie zawiodłem się. Po raz kolejny Pratchett w krzywym zwierciadle ukazuję głębsze spojrzenie na nasz świat i chwała mu za to.
Ocena: 10,5/10
PS. Bill Brama to z angielskiego będzie Bill Gate, hmm coś mi to mówi.