Rozgoryczenie…narzekania “Informatyka”
Będąc na II roku Informatyki na ZUT, cały czas myślę co ja jeszcze robię na tej uczelni. Tak…muszę sobie ponarzekać, co ostatnimi czasy opanowałem do perfekcji. Cel pójścia na studia był właściwie jeden – nauczyć się (w stopniu umożliwiającym dobry start w jakiejkolwiek firmie) programowania (myślę że C/C++ w stopniu przynajmniej dobrym wystarczyłoby do ogarnięcia reszty języków w miarę potrzeby). Jak wygląda sytuacja obecna??? Nie potrafię właściwie nic, tzn. nic co miałoby mi się kiedykolwiek przydać… Przedmioty techniczne, a więc najważniejsze na uczelni technicznej, prowadzone są krótko mówiąc “na odpierdol się” i to dosłownie. Cały pierwszy rok to matematyka, drugi – matematyka. Temat ogarnia z 5 osób, właściwie to one zasługują i na pewno skończą te studia, a reszta… też. Dlaczego??? Kasa! Teraz pieniądz robi furorę. Przykład? Pierwszy rok przeszedłem praktycznie nie otwierając książki do C, ba równie dobrze mógłbym nie dotykać klawiatury, bo po co chodzić na laboratoria, jak szanowny doktor ma to w dupie??? Zero sprawdzania obecności, zero zaangażowania w zajęcia.”Struktury danych i złożoność obliczeniowa” (ciąg dalszy “Wstępu do Algorytmizacji”) to coś co automatycznie dolewa oliwy do ognia. Szanowny pan chyba pomylił studentów z jakimś wiecem profesorskim, bo jak rozumiem tematu nie da się przekazać po ludzku, tylko napierdalać sloganami gdzie nawet google dostaje pierdolca. Wreszcie i tak wszyscy zaliczyli egzamin.
A po co tam jestem?? No cóż, troszkę naprawiam komputery, pomagam znajomym, wołają na mnie “Informatyk”, a więc niech będzie, kupię… tzn. zdobędę ten papierek i pokaże jaki to jestem inteligentny, mądry i w ogóle zajebisty…
Dobra rada dla wszystkich którzy dotrwali – uczcie się ale dla siebie, uczcie się ale tego co wam naprawdę się przyda w życiu, wreszcie uczcie się tego co lubicie, abyście nie żałowali że to był zły wybór. Sami szukajcie odpowiednich materiałów, znajdźcie swoją pasję, szukajcie ludzi z podobnym hobby. Wyznaczcie sobie konkretny cel i do niego dążcie.Nie trzeba przecież umieć wszystkiego co uczą na studiach, nikt przecież nie jest wszechwiedzący. Jeżeli chcecie coś osiągnąć, znajdzie coś co was naprawdę będzie motywowało (ja np. bardzo lubię jeżeli praca jaką dla kogoś wykonam zostaję doceniona i nie chodzi tu tylko o kasę).
Studia mogą co jedyne nauczyć odpowiedniego myślenia ( i jak pokazuje rzeczywistość nie zawsze z dobrym skutkiem), ale nie ułożą życia.
Przede mną kolejny rok, jaki będzie, się okaże. Myślę że gorzej i tak być nie może…ostatecznie i tak pieniądz załatwi sprawę:)
Pozdrowionka
PS. A ludzie bardzo fajni, mimo iż są to studia zaoczne, to jednak “czuć” namiastkę życia studenckiego:)
PS2. A programistą chyba jednak nie zostanę…no cóż jednak jestem na to za głupi.
PS3. I swoją drogą nie potrafię, a właściwie nie chcę nazywać się “Informatyk”, na to potrzeba czegoś więcej…








